Manewry Austriacko - Polskie


Manewry górskie.

Na zaproszenie dowództwa austriackiej jednostki obrony granicy. W miejscowości Rejviz Czechy odbyliśmy ćwiczenia. Dla nas wiedza i doświadczenie w terenie górskim jest bardzo ważne. Ostrzelaliśmy konie, poćwiczyliśmy działoczyny, infanteria ćwiczyła komendy. Po ćwiczeniach miejscowa ludność częstowała nas, „czym chata bogata”.

FOTO
Ola Szczerska













Wagram bitwa najbardziej krwawa z krwawych



Po przebyciu kampanii Bulone sur Mer do Austerlitz w 1805/2005r. myślałem, że już nic nie może mnie spotkać straszniejszego w dziejach wojny. Po rozgromieniu pruskiej armii w 1806r. gdzie praktycznie wojska pruskie uciekały i nie stawiały oporu. Trochę walczyli Rosjanie, ale bez przekonania, goniliśmy Rosjan, aż na mazury. Trzeba przyznać, że potrafili się wycofać i nie dać złapać w pułapkę, które Cesarz ustawił kilka razy, nie dali sobie rozbić głównych sił, uciekali jak stado wilków w dzień a w nocy gotowi byli zagryźć. Dopiero pod Lidzbarkiem Warmińskim w 1807r. (po prusku jakoś to inaczej nazywali) ostatni raz zakosztowałem prawdziwej walki. Od tego czasu nic tylko ćwiczenia musztry awantury w koszarach. Gdzieś zatraciła się solidarność żołnierzy w wojny, kiedy to jeden za drugiego w ogień by wskoczył, teraz w czasie pokoju donoszą na siebie. To już chyba koniec prawdziwego wojska jeszcze z Włoch. Z naszej kompaniji wielu zostawiło wojaczkę inni awansowali i to, co mieliśmy najcenniejszego pozostało tylko we wspomnieniach. Co prawda los rzucił naszą kompanię artyleryjską na bitwę pod Raszyn w Księstwie Warszawskim 1809/2009r. Ale pod Raszynem było praktycznie samo manewrowanie, nasz działon zanim oddał strzał kilkanaście razy zmieniał pozycję. Jakoś udało się wystrzelić całość amunicji z jaszczy, ale nawet nasze kule latały tam ospale.
Zupełnie inaczej było pod Wagram 1809/2009r. Przybyliśmy do głównych sił nocą o godz. 24, obóz jeszcze nie spał, lecz czuć było w powietrzu wielkie wydarzenia. Gwara wszystkich europejskich języków, sygnalizowała, że nie będzie lekko. Założyliśmy własny obóz we wskazanym miejscu, zapaliliśmy ognisko, ktoś wyciągnął gitarę, gdzieś zaczęli wojacy śpiewy. Ledwo się obejrzałem a przy naszym ognisku cała wiara obozowa łącznie z marszałkiem Cesarza, który raczył na naszym stole śpiewać naszej kompaniji do kolacji. Na drugi dzień marszałek już nam nie śpiewał tylko gonił nas na ćwiczeniach aż tchu brakowało. Ćwiczyliśmy formowanie kolumny marszowej w szóstkach i przejście batalionami do ataku. Nie powiem umiejętność potrzebna do walki, co wkrótce miało się okazać na bitwie. Po ćwiczeniach zjedliśmy obiad i planowany był wymarsz na bitwę. A tu niespodzianka jak zawiało jak lunęło w obozie zrobił się rozgardiasz namioty fruwały w powietrzu z nieba leciały gromy, był to widoczny sygnał, że wydarzy się coś niezwykłego. Po postawieniu dwóch naszych namiotów, czekaliśmy na rozkaz wymarszu. Jednak jeden dzień udało się nie walczyć. W niedzielę zaświeciło słońce i marszałek obudził nas na ćwiczenia. I znowu nam przypomniał, że przybyliśmy nie na śpiewy, ale życie oddać za Cesarza i naszą ojczyznę. O 14 nastąpił wymarsz, na zbiórce mówię do wojaków spokojnie żołnierze, medale zdobyć, życia nie oddać.
Moje przeczucia spełniły się bitwa wydawała się być artyleryjska. W nocy poszliśmy na baciarkę do wioski gdzie była karczma, bo nam zapasy wyschły. Tam o dziwo spotkaliśmy działon austriacki, który poznaliśmy jeszcze w trakcie walki z nimi w słonecznej Italii 1800r. Po paru głębszych powiedzieli nam, że mają 500 armat a my im nie powiedzieliśmy ile my mamy, bo Francuzi tak polerowali swoje armaty, że świeciły w słońcu i nie szło się ich doliczyć. Ze strzelaniem z tych armat było grzej, ale o tej historii, kiedy indziej. Na początek artyleria francuska miała ostrzelać pozycje wroga, ale ciężka artyleria francuska utknęła z grząskim po deszczu gruncie, jedynie nasz działon artylerii pieszej był zdolny do ataku. Wyszliśmy na front między dwie armie. Nasz ogień był na tyle skuteczny, że wysłali przeciw nam dwa pułki infanterii. Rozpoczęła się walka wręcz naszego małego działonu. Artylerzyści uratowali działo a łobuzy z Austrii dmuchnęli nam tylko przebijak do otwierania ładunku. Działo zamilkło, ale tylko na chwilę, sytuację uratowała markietanka, która oddała nam swoją szpilkę do włosów i w ten nieregulaminowy sposób prowadziliśmy ostrzał. Wielki szacunek dla markietanek.
Ledwo wycofali naszą artylerię, już infanteria miała robotę. Operowaliśmy pułkiem gdzie 40 wojaków było z Ukrainy 4 pp. Xięstwo Warszawskiego, nas było 8 i przyłączyło się do nas 4 Łotyszy z 4 pp. Xięstwa Warszawskiego. Przed nami były pułki francuski i włoski, dzięki temu manewrowaliśmy prawie całą bitwę. I na koniec pytam chłopaków a co to za oddział taki dziarski stoi po austriackiej stronie. Łotysze poznali, że to jest Legion Rosyjski z armii pruskiej. No elegancko, mówię do wojaków trzeba teraz wp….lić, tym Ruskim. Wszędzie ich pełno pod Austerlitz, Jeną, Lidzbarkiem i jeszcze pod Wagram, w całej Europie walczyliśmy z Ruskimi. Entuzjazm był ogólny. Sytuacja się tak ułożyła, że maszerujemy na ruskich oni na nas, oni salwą do nas, Łotyszy zmiotło wszystkich, Ukraińców częściowo a reszta gdzieś się zapodziała. Zostaliśmy batalionem Polaków przeciw pułkowi Ruskich zabijaków, przez chwilę wydawało się, że jest już po nas. Dla ratowania oddziału zrobiliśmy w pełnym marszu w prawo przez prawo marsz, następnie szybkim marszem przeszliśmy z centrum na ich lewe skrzydło. Ruski pułk stanął i patrzyli, co zrobimy spodziewali się naszej ucieczki i pewnie chcieli na naszych plecach przejechać kawałek. A my w lewo masz i zaszliśmy na tył ruskiego pułku. Nie umieli się odwrócić do nas frontem, oni robili zachodź w lewo i my też. Nawet miałem ochotę skoczyć im na plecy tacy byli bezradni, ale zdałem sobie sprawę z ich przewagi i że byłoby to nieroztropne. Rosjanie obrócili się i ruszyli na pozycje wyjściowe jak niedźwiedź, który wie, że jest silny, ale zajca nie złapał. Elegancko równym szeregiem, wróciliśmy do naszego pułku, który stał na pozycjach wyjściowych. Okazało się, że Łotysze są zdrowi, umarli Ukraińcy również, również cudownie ożyli. Był to koniec bitwy. Na zakończenie Gwardia Honoru ustawiła się z Cesarzem i odbierali przemarsz wojsk francuskich ocalałych po bitwie, cały czas wiwatowali francuzów. Wielką niespodzianką było dla nas, gdy maszerując zmordowani przed Cesarzem, słyszymy, Vivla Polone!!!!!!!!!!!!!!!! to wiarusy z Gwardii Honoru na cały głos wiwatowali nasze polskie wojsko. I był to jedyny wiwat dla innej narodowości jak Francuzi. Ten wiwat był cenniejszy od wszystkich medali, to było uznanie dla artylerii, ułanów i infanterii od najdzielniejszych z dzielnych.

Spisał kpt grh Marek Szczerski













Bitwa pod Heilsbergiem



Początek bitwy był zachęcający, nasza artyleria strzelała celnie, spieszyliśmy się, aby załatwić sprawy przed deszczem, bo ciężkie chmury gradowe przypominały, że trzeba się zmobilizować. Dobrze powiedzieć, ale Rosjanie po rozbiciu jednego oddziału wysyłali nowy. Ułani rozbili trzy oddziały, nasz 3 Batalion Infanterii1 Pułku Legionu Włoskiego rozbił 4 oddziały. A tu dalej maszerują nowiutkie oddziały, nam ręce już odmawiają posłuszeństwa ze zmęczenia, a tu pędzi ruski wojak i krzyczy „ubiwaj za rodinu „. Czego oni tak lekko przyjmują śmiertelne rany i ciągle maszerują równym krokiem, a po horyzont widać nowe oddziały. Przez godzinę nie mogliśmy ruszyć z miejsca jak by się umówili odpuścili całe lewe skrzydło gdzie stał II Pułk Xi stewa Warszawskiego i walą wprost na nas. Pomyślałem, że jak nie przejmiemy inicjatywy to nas zadepczą. Artyleria kończyła amunicję, więc nie było, co dumać, ruszyliśmy szalonym atakiem równo do przodu. Artyleria strzelała nad naszymi głowami, ułani ruszyli prawym naszym skrzydłem artyleria kryła ogniem prawe my w centrum. I stało się przełamaliśmy tę ludzka lawę pierw kolumny Rosjan zatrzymały się na moment, by chwilę później rozpocząć marsz za swoje stanowiska artyleryjskie. Wiedzieliśmy, że Lidzbark jest nasz.





Bitwa pod Wrzawami



Gościnni mieszkańcy Wrzaw i okolic wraz ze swoim biskupem i władzami lokalnymi, oddali hołd dzielnym patriotom polskim, którzy w tym miejscu 200 lat temu walczyli o wolność Polski z austriackim zaborcą. Przybyliśmy, aby przybliżyć młodzieży jak wyglądały wojenne zmagania. Pogoda poddała nas najtrudniejszej próbie. Daliśmy radę, pomimo, że lało jak z cebra. Gdyby ktoś nie wiedział, co znaczy „leje jak z cebra” zapraszam do odwiedzin pola bitwy pod Wrzawami. To chyba dzięki temu tutaj jest przepiękna dolina Wisły i wpadającego do niej Sanu. Wędkarze tak byli zapatrzeni w spławiki tak, że nie słyszeli armatnich wystrzałów.
Uznaliśmy wyjazd za bardzo udany, bo zwiedziliśmy również Sandomierz, gdzie Zbyszek w sali tortur przyznał się do wszystkiego, bez użycia „sprzętu”.

Ostatnia bitwa Poniatowskiego

W wyniku przegranej wojny Napoleona z Prusami, na mocy pokoju w Tylży, w 1807 r. utworzono na terenie II zaboru pruskiego Księstwo Warszawskie. Było to bardzo niewygodne dla Austrii, więc przygotowując się do kolejnej wojny z Napoleonem zdecydowano się w Wiedniu na atak na Księstwo Warszawskie. Arcyksiążę Ferdynand d'Este w starciu pod Raszynem został częściowo zatrzymany przez wojska Księstwa pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego. Ostatecznie został jednak zmuszony do oddania Warszawy. W tej sytuacji ks. J. Poniatowski podjął decyzję o przeniesieniu działań zbrojnych na teren nieprzyjaciela, czyli do Galicji.

W roku 1809 doszło do walki wojsk ks. Józefa Poniatowskiego z wojskami austriackimi pod dowództwem Ferdynanda d'Este, które końcem maja i początkiem czerwca były prowadzone na polach bezpośrednio sąsiadujących z Gorzycami. Najbardziej zaciekła walka miała miejsce 12 VI 1809 r., kiedy to wojska Księstwa Warszawskiego, po odmowie pomocy ze strony wojsk rosyjskich, omalże nie uległy armii austriackiej. 12 czerwca 1809 roku na terenie przysiółka Pączek Gorzycki rozegrała się krwawa bitwa, w której wojska Księstwa Warszawskiego dowodzone przez księcia Józefa Poniatowskiego rozbiły trzydziestotysięczną armię austriacką. Mimo miażdżącej przewagi Austriaków, atakujących z Górki Plebańskiej, Polacy broniący przeprawy na Sanie we Wrzawach utrzymali tę ważną pozycję strategiczną przez dwa dni. Wojska polskie liczyły około 7 tysięcy, austriackie około 18 tysięcy ludzi. 12 czerwca 1809 roku około godziny dwunastej w południe od strony Gorzyc z "Góry Plebańskiej" rozległ się grzmot armat i rozpoczęła się bitwa.





W niedzielę 12 czerwca wczesnym rankiem Austriacy zajęli pozycje bojowe na terenie Gorzyc. Artyleria została rozmieszczona na Plebańskiej Górce. W południe, gdy książę Poniatowski wraz ze sztabem gościł w Dąbrowie Wrzawskiej na śniadaniu u barona Horocha, nastąpił atak rozpoznawczy, odparty bez trudu przez Polaków. Posłaniec wysłany do Rosjan z informacją o rozpoczęciu bitwy, wrócił z odpowiedzią, że most na Sanie jeszcze nie jest gotowy i Polacy nie otrzymają w tym dniu pomocy.

O godzinie 14 nastąpił zasadniczy atak. Austriacy ruszyli do szturmu na pozycje polskie z Plebańskiej Górki i z Gorzyc, ale huraganowy ogień powstrzymał natarcie. Ponowiono je o godzinie 16 z lepszym skutkiem, napastnicy przełamali bowiem, obronę 2 pułku i jedna kompania Węgrów dotarła do centrum Wrzaw. Tu jednak kontrnatarcie grenadierów odrzuciło nieprzyjaciela aż poza Dąbrowę. Za uciekającym nieprzyjacielem ruszyło ok. 200 woltyżerów z 1 pułku, którzy dotarli aż do folwarku na Pączku i rozbili umieszczone tu armaty austriackie. Niestety, wysforowali się za bardzo do przodu i zostali zaatakowani od flanki przez Austriaków. Zdołali się co prawda wycofać, ale z dużymi stratami.

Kolejny atak nastąpił około 17. Tym razem kilka szwadronów jazdy i bateria artylerii polowej próbowała obejść polskie pozycje od strony Motycza, odciąć je od Sanu i zburzyć most. l znowu natarcie rozbiło się o polski opór. Drugi pułk skutecznie powstrzymał nieprzyjaciela. Widząc bezskuteczność dotychczasowych działań arcyksiążę d'Este skoncentrował na Plebańskiej Górce całą artylerię, jaką jeszcze posiadał, w sile 12 armat i do północy prowadził ostrzał pozycji polskich na groblach, ale także bez szczególnego powodzenia.





Jerzy Skowronek pisze:

W bitwie pod Wrzawami książę Józef Poniatowski dobrze wykorzystał teren i uczestniczył bezpośrednio w walce, mimo to na skutek przewagi wroga doznał porażki i musiał cofnąć się na prawy brzeg Sanu.

Bitwa wrzawska miała być ostatnią batalią, w której dowodził i brał udział wódz naczelny armii polskiej książę Józef Poniatowski. Funkcję kwatery księcia Pepi i jego sztabu pełnił dworek w Trześni.





W nocy książę Poniatowski wysłał kolejnego posłańca do Radomyśla. Tym razem wrócił on z odpowiedzią, że co prawda most jest gotów, ale Rosjanie nie mogą podejmować żadnych działań w dzień feralny (w poniedziałek był 13 czerwca). W tej sytuacji skazany na własne siły Poniatowski uszykował żołnierzy do odparcia nowego natarcia, ale nic takiego nie nastąpiło. W nocy z 13 na 14 czerwca, pozbawiony nadziei na współdziałanie z Rosjanami, a nie mając sam sił wystarczających do rozbicia sił nieprzyjaciela zdecydował się przeprawić na drugi brzeg Sanu. Po przeprawie zniszczono most.

15 czerwca, Poniatowski na wieść o nadciąganiu pod Sandomierz korpusu gen. Mondeta udał się osobiście do kwatery głównej księcia Golicyna w Lublinie. Generał rosyjski tym razem jasno określił swe stanowisko, stwierdzając, że ma wyraźny rozkaz carski nie przekraczania Wisły. Tymczasem w nocy z 15 na 16 czerwca Austriacy w sile 10 000 ludzi rozpoczęli zmasowany atak na Sandomierz. W pierwszym dniu walk, jak wynika z raportu dowódcy obrony gen. Sokolnickiego do księcia Józefa Polacy stracili ok. 1 tys. obrońców - poległych, rannych i wziętych do niewoli, straty austriackie wyniosły 2000 ludzi, nie licząc ze zrozumiałych względów dezerterów. Rada wojenna załogi Sandomierza podjęła wobec tego decyzję o kapitulacji. Ferdynand łatwo przystał na honorowe warunki kapitulacji. 18 czerwca Polacy opuścili miasto z bronią, taborami i armatami, dołączając w Pniowie do naczelnego dowódcy. Z Pniowa wojsko księstwa ruszyło do Puław, gdzie nazajutrz Poniatowski połączył się z korpusem generała Zajączka. Pokój w Schonbrunnie z 14. X. 1809 r. przyniósł powiększenie obszaru Księstwa Warszawskiego o Lubelszczyznę i Kraków.

Obszary późniejszej gminy Gorzyce pozostały w granicach monarchii Habsburgów, mimo wyraźnych sympatii ludności, wspierającej działania Poniatowskiego, widocznych chociażby w postawie mieszkańców Wrzaw.

Mówiąc o postawie ludności wspomnijmy na koniec o wzmiance kronikarskiej, przytaczanej przez J. Rawskiego, że w 1809 r. w czasie kampanii księcia Józefa Poniatowskiego w okolicy Sandomierza chłopi wyłapywali samotnych żołnierzy austriackich i topili ich w trzęsawiskach.



. WARSZTATY HISTORYCZNE NYSA 01-03.05.2009R.



Nysa stała się centralnym ośrodkiem inscenizacji historycznych okresu napoleońskiego na Śląsku. A jak będzie rozsądnie prowadzona działalność rekonstruktorska może nabrać znaczenie również w Polsce.

Tak jak w większości ciekawych wydarzeń tak i w tym przypadku los dołożył swój palec. Od zawsze byłem wielkim miłośnikiem gór, co niedzielę wychodziłem na Kopę Biskupią, mam blisko 400 wejść. Pewnego razu wszedłem na Kopę a było to1- go maja 2000r. a tam coroczna inscenizacja wojsk austriackich. Spodobało mi się i postanowiłem przeszczepić inscenizację na potrzeby Twierdzy Nysa. I tak też się stało dzisiaj „zaraziłem” pomysłem wszystkie miasta na Opolszczyźnie gdzie są zabytki militarne. Inscenizacje tak się rozrosły organizacyjnie, że miasto musiało przejąć organizację wszystkich działań związanych z promocja miasta i rozwojem turystyki na bazie zabytków twierdzy.

Tegoroczne warsztaty były perfekcyjnie przygotowane, dla mnie najbardziej okazały oddział historyczny wojsk pruskich wystawiony za ok. 100 000 zł. przez burmistrza Mariana Smutkiewicza i ówczesna radę miejską.





Odział Mariana Smutkiewicza

Niby to były ćwiczenia jednak nie było chętnych do przegrywania .




Pruscy zwiadowcy




Legia Włoska regiment infanterii i artylerii





Jednak gościom naszego miasta z Francji najbardziej przypadli do gustu werbliści ze Szkoły Podstawowej nr. 10 z Nysy, którzy byli dowodzeni naszego żołnierza Ewę Szczerską. Jako jedyny oddział otrzymaliśmy osobiste podziękowanie od burmistrz Jolanty Barskiej, za rozwijanie patriotyzmu wśród młodzieży i piękne granie, które pobudziło Francuską delegację do zaśpiewana Marsylianki i gorących braw dla werblistów. Mamy świadomość, że do pięknego grania jeszcze trochę pracy trzeba włożyć. I młodzież ze Szkoły Podstawowej im. Jana Henryka Dąbrowskiego wkłada w rozwój miasta Nysa, to co mają najlepszego. Poświęcają dla miasta i generała wolny czas i swoje młode serca. Pani burmistrz zapowiedziała, że będzie wspierała każdą inicjatywę gdzie dzieci nyskich szkół znajdą miejsce dla siebie. Czy miasto dotrzyma słowa zobaczymy, ale nie mamy podstaw nie wierzyć Burmistrz Jolancie Barskiej, która jest znana z tego, że dotrzymuje słowa.




Po bitwie burmistrz składa gratulacje werblistom ze Szkoły Podstawowej im. J.H Dąbrowskiego w Nysie



Bitwa w Twierdzy Komarom Węgry.



Tym razem trafiliśmy austriackiej twierdzy budowanej dla obrony Wiednia stolicy imperium Habsburgów. Chodziło o blokadę Dunaju, dwa potężne forty po obu brzegach rzeki blokowały stolicę monarchii Habsburgów, przed desantem okrętami wojennymi. Trzeba przyznać, że trzy piętrowy bastion artyleryjski „Dunaj” budzi respekt i dzisiaj. Gdyby cesarz zobaczył takie cacko artyleryjskie zapewne serce tego artylerzysty zabiłoby mocniej. Jak twierdzą Węgrzy największe spustoszenie na forcie, nie spowodowały wojny, ale sowiecka okupacja? Można jeszcze dzisiaj zobaczyć na ścianach rosyjskie napisy, powyrywane okna w koszarach i wiele innych aktów wandalizmu.




Amunicji nam nie brakowało.




Polskie obozowisko.













Około 14:00 zaczęła się kanonada wzdłuż całego frontu. 5 batalionów Mohra z 12 działami zaatakowało 3 bataliony Sokolnickiego z 6 działami. Mohr otrzymał wsparcie od 6 batalionów Civalarta z 12 działami. Gruby dym z dział pokrył płaskie pola i bagniste łąki. W tym momencie Poniatowski był w swojej kwaterze w Raszynie. Natychmiast wskoczył na konia i pojechał w stronę Falent. Trzy działa zostały przyprowadzone z rezerwy i rozmieszczone przed samą wsią.


Próba oskrzydlenia wojsk polskich.

Podczas walki pomiędzy żołnierzami Sokolnickiego i przednią strażą Mohra 4 szwadrony austriackich huzarów ruszyły naprzeciw polskim jednostkom Kamienieckiego w Jaworowie. Jednak polska artyleria otworzyła do nich ogień i powstrzymała nacierających. Huzarzy wpadli w bagna, w których utknęli, a artyleria wyrządziła im w tym czasie ciężkie straty zanim zdążyli się wycofać. Austriacki generał, próbował okrążyć polskie pozycje w Jaworowie swoją ciężką kawalerią, ale i ona utknęła w błocie i po ciężkich stratach musiała się wycofać w kierunku Tarczyna. Austriacy ciągle próbowali okrążyć flankę Poniatowskiego w Jaworowie i oddziały Kamienieckiego były atakowane frontalnie przez austriacki regiment piechoty i z ich lewej flanki przez dwa bataliony. Około 4000 Austriaków przekraczało z dużą trudnością bagna w czasie, kiedy polska artyleria otworzyła ogień i zatrzymała ich postęp całkowicie, po czym polska piechota otworzyła do nich ogień i Austriacy wycofali się. Pojedynek artyleryjski



Jednak nie twierdza była celem naszej wyprawy wojennej nad Dunaj. Przybyliśmy wspomóc naszych przyjaciół Węgrów w powstaniu narodowym z 1848 roku. Wiosna ludów, w europie pełna była niepokojów i nadziei, że obiecana jeszcze przez cesarza wolność zagości w węgierskich domach. Jest to czas największej chwały polskiej kultury, wiary i waleczności, w europie i świecie. To wszystko dzięki Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu i pieśni napisanej przez Józefa Wybickiego śpiewanej przy ogniskowych kolacjach pod włoskim niebem przez legionistów, opisującej drogę do wolności, która na szablach patriotów wędrowała z Włoch do Polski. Nazwanej mazurkiem Dąbrowskiego na cześć tego wielkiego Polaka. Podczas Wiosny Ludów mazurek został hymnem wszystkich słowian w Europie. Słowianie, którzy zrywali kajdany niewoli brali przykład z naszego dzielnego i wiernego ojczyźnie syna i śpiewając mazurka szli do nierównej walki z regularnymi armiami, za równość wolność braterstwo.
Po przybyciu do twierdzy zaraz spotkaliśmy się z Polakami, którzy są potomkami polskich emigrantów i dalej walczą. Tym razem o dobre imię Polski we współczesnych czasach.












Biwak na Twierdzy.




I znowu los Polaków stawia Polaków przeciw Polakom. Jazda i infanteria w powstańczych wojskach a artyleria po austriackiej stronie.


Bitwa o Raszyn 200 lat temu.





Przyczyny konfliktu

Austria po poniesionej klęsce w 1805 roku postanowiła wziąć odwet za upokorzenie i wypłaconą Napoleonowi kontrybucję. Plany odnośnie Księstwa Warszawskiego były częścią wojny przeciw napoleońskiej Francji. Habsburgom chodziło o propagandę i podniesienie ducha zwycięstwa, wydawało im się, że w przegrywającej od ponad 100 lat Polsce sukces przyjdzie im łatwo. Sztabowcy w Wiedniu wiedzieli o osłabieniu siły obronnej Księstwa Warszawskiego. Obliczyli oni, że wystarczy 30 000 żołnierzy, żeby tę garstkę wojska, jaka na ziemiach Księstwa pozostała, rozbić w jednej bitwie. Wiedeńscy politycy postanowili, że Księstwo Warszawskie zostanie zlikwidowane, a jego ziemie oddane Prusom. Austria, chciała w ten sposób skłonić Prusy do natychmiastowego przystąpienia do wojny przeciw Francji. Wszystko miało powrócić do stanu sprzed traktatu tylżyckiego.









Pierwsze starcie

Kawaleria została wezwana, aby zabezpieczyć pozycje piechoty. 11 kwietnia generał Różniecki z 1 Regimentem Kawalerzystów i 3 Ułanów przebywał na rekonesansie na południe od Raszyna. Kilka polskich jednostek (3 Regiment Piechoty z 4 działami i 6 Regiment Ułanów) wkroczyło do Raszyna. 15 kwietnia Różniecki został wzmocniony przez 2 Regiment Ułanów, po czym ruszył naprzeciw nadchodzącym Austriakom. Tego samego dnia Poniatowski razem z 8 batalionami, 6 szwadronami i 19 działami opuścił Warszawę i ruszył w kierunku Raszyna. Saksończycy wyruszyli za Poniatowskim następnego dnia. 19 kwietnia niedaleko Nadarzyna austriaccy huzarzy zaatakowali ułanów Różnieckiego. Starcie uznano za zwycięstwo po obu stronach. Po polskiej stronie 2 Regiment Ułanów utrzymał swoje pozycje i Austriacka kawaleria, która próbowała ich oskrzydlić wycofała się do Michałowic. Różniecki rozkazał im ruszyć poza Raszyn, gdzie razem z 1 Regimentem Kawalerzystów tworzyli główną rezerwę Poniatowskiego. Pole bitwy i rozmieszczenie jednostek





Teren bitwy w 1809 r.

Okolice strumienia niedaleko Raszyna były bardzo bagniste i przekraczalne tylko w kilku punktach, co stwarzało dobrą pozycję obronną umożliwiającą przetrwanie ataku przeważających sił, dlatego właśnie, Poniatowski postanowił bronić ich małymi siłami, a główne siły ustawił w centrum. Wzdłuż strumienia znajdowały się liczne drzewa, które zasłaniały całkowity obraz pola bitwy.
Poniatowski wybrał pole bitwy pod Raszynem, dlatego że znajdowało się kilka kilometrów od Warszawy miasta, na którego utratę bez walki nie mógł sobie pozwolić.

• Rekonesans (2340 żołnierzy) pod dowództwem generała Rożnieckiego cały czas obserwował nadchodzących Austriaków.

• Tymczasem przednia straż pod dowództwem Sokolnickiego stała blisko wsi Falenty.

• Prawe skrzydło było pod dowództwem generała Biegańskiego (1700 żołnierzy i 4 działa)

• Lewe skrzydło było pod dowództwem generała Kamienieckiego (1600 żołnierzy i 6 dział)

• Centrum pod dowództwem Polentza (3 bataliony, Huzarzy i 12 dział)

• Rezerwa: 1 Regiment Kawalerzystów i pięć dział


W południe Polacy zobaczyli pierwsze sztandary przedniej straży Mohra. Chmury kurzu i ogień strzelców wyborowych oznajmiał zbliżanie się oddziałów austriackich. Z lasów zaczęli się pojawiać, ubrani w białe mundury, Austriacy. Ułożyli się oni w bojowym szyku i ruszyli do bitwy. Poniatowski był pewien, że Austriacy się zatrzymają i rozbiją obóz. Obawiał się, że jeżeli tak się stanie spróbują go oskrzydlić marszem na Jaworową, co zmusiłoby Poniatowskiego do szybkiego odwrotu do Warszawy, ale tak się nie stało. Pewny siebie Ferdynand d’Este chciał uderzyć natychmiast i rozkazał Mohr’owi zaatakować Falenty bez czekania na resztę swoich oddziałów.



Ciężkie walki





Około 14:00 zaczęła się kanonada wzdłuż całego frontu. 5 batalionów Mohra z 12 działami zaatakowało 3 bataliony Sokolnickiego z 6 działami. Mohr otrzymał wsparcie od 6 batalionów Civalarta z 12 działami. Gruby dym z dział pokrył płaskie pola i bagniste łąki. W tym momencie Poniatowski był w swojej kwaterze w Raszynie. Natychmiast wskoczył na konia i pojechał w stronę Falent. Trzy działa zostały przyprowadzone z rezerwy i rozmieszczone przed samą wsią.


Próba oskrzydlenia wojsk polskich.

Podczas walki pomiędzy żołnierzami Sokolnickiego i przednią strażą Mohra 4 szwadrony austriackich huzarów ruszyły naprzeciw polskim jednostkom Kamienieckiego w Jaworowie. Jednak polska artyleria otworzyła do nich ogień i powstrzymała nacierających. Huzarzy wpadli w bagna, w których utknęli, a artyleria wyrządziła im w tym czasie ciężkie straty zanim zdążyli się wycofać. Austriacki generał, próbował okrążyć polskie pozycje w Jaworowie swoją ciężką kawalerią, ale i ona utknęła w błocie i po ciężkich stratach musiała się wycofać w kierunku Tarczyna. Austriacy ciągle próbowali okrążyć flankę Poniatowskiego w Jaworowie i oddziały Kamienieckiego były atakowane frontalnie przez austriacki regiment piechoty i z ich lewej flanki przez dwa bataliony. Około 4000 Austriaków przekraczało z dużą trudnością bagna w czasie, kiedy polska artyleria otworzyła ogień i zatrzymała ich postęp całkowicie, po czym polska piechota otworzyła do nich ogień i Austriacy wycofali się. Pojedynek artyleryjski







W tym samym czasie Mohr został wzmocniony przez brygadę Civalart’a z 12 działami. Teraz Mohr miał 11 batalionów i 24 działa przeciwko 3 batalionom i 9 działom Sokolnickiego. Ciężka kanonada wywołała dużo strat w krótkim czasie. Kilka polskich składów amunicji wybuchło, zmuszając działa rozmieszczone niedaleko Raszyna do odwrotu, czego konsekwencją było podpalenie wsi Falenty. Austriacy wysłali naprzód dwa bataliony, aby zdobyły Falenty w samym centrum polskich pozycji. Walki trwały około dwóch godzin, ale Austriacy nie zdołali wyprzeć piechoty Sokolnickiego.


Przebicie się Austriaków

Około godziny 18:00, kiedy zaczęło się ściemniać kilka austriackich batalionów dołączyło do walki. Dwa z nich znalazły lukę w polskich pozycjach, która nie była broniona. Jak tylko ruszyły w jej stronę Sokolnicki był zmuszony rozpocząć odwrót zostawiając 2 działa. Polacy zaczęli szybki odwrót, w czasie kiedy austriacka artyleria otworzyła do nich ogień, Polacy ponieśli ciężkie straty. Został ciężko ranny pułkownik Cyprian Godebski, a niedługo potem jego los podzielił szef sztabu Fiszer. W tym samym czasie kawaleria Schaurotha (lub jak mówią inne źródła bataliony Civalarta i Mohra) ruszyła naprzód przeciw wsi Janki bronionej przez 6 Regiment Piechoty, który widząc co się dzieje i bojąc się odcięcia od reszty armii opuścił wieś. Płonący Raszyn









Strona polska

Wojska polskie nadal jeszcze pozostawały na zajmowanych w czasie dnia stanowiskach głównej pozycji obronnej. W Sztabie Generalnym pułkownik Rautenstrauch sporządził wstępne statystyki poniesionych przez wojsko polskie strat. Z jego obliczeń wynikało, że 450 żołnierzy zginęło, 900 było ciężko rannych, a 40 dostało się przypuszczalnie do niewoli austriackiej, lub zginęło. Razem, było to prawie 1 400 ludzi – ok. 10% pierwotnego stanu. Gdy bitwa ucichła, Sasi na czele z generałem Polentzem postanowili odmaszerować do ojczyzny. Poniatowskiemu pozostało więc, już tylko 5 000 piechoty i 4 500 jazdy. Za radą Dąbrowskiego, Poniatowski postanowił wycofać wojsko poza linie okopów. Przy pomocy Pelletiera opracowali szybko plan obrony stolicy. Rankiem 20 kwietnia polskie oddziały wycofywały się już w kierunku stolicy. Nie mając innego wyjścia, przy proporcjach 13 000 wojsk polskich do 28 000 austriackich postanowiono bronić się w oblężonej stolicy.

Strona austriacka

Wojska austriackie na noc zakwaterowały się w okolicznych wsiach: Janczewie, Podolszynie, Jankach i Falentach. Rano, 20 kwietnia o godzinie dziewiątej Austriacy zorientowali się, że wojsko polskie wycofało się z stanowisk pod Raszynem. To zaskakujące i niespodziewane wydarzenie, wywołało w sztabie austriackim zamieszanie i niepokój. Podniecenie to, wynikało z faktu, że walka z Polakami poprzedniego dnia, nie ułożyła się tak jak to wcześniej zaplanowali. Statystyki strat austriackich nie wyglądały pomyślnie: 800 zabitych, 1 600 ciężko rannych. Polacy okazali się twardym przeciwnikiem, zaczęto ich właśnie poważnie traktować. Austriacy zdawali sobie sprawę, że jeżeli nie udało im się przełamać obrony polskiej w otwartym, nie umocnionym szańcami terenie, to zdobycie miasta otoczonego wałami będzie znacznie trudniejsze i może trwać długie tygodnie. Ponieważ według wiedeńskich polityków zdobycie Księstwa miało przebiegać szybko i bez kłopotów, więc arcyksięciu Ferdynandowi zależało na pośpiechu. Wysłał on przez parlamentarza pismo do Poniatowskiego z prośbą o rozmowę. Jako miejsce spotkania proponował arcyksiążę wioskę Rakowiec, leżącą na południowym skraju Warszawy, w pobliżu Mokotowa.

Rozmowy i układ

Po naradzie z przedstawicielem Francji i generałami, Poniatowski przystał na propozycję. Spotkanie odbyło się w godzinach popołudniowych, w wyznaczonym wcześniej przez Ferdynanda miejscu. Arcyksiążę zaproponował stronie polskiej oddanie Warszawy bez walki, na warunkach honorowych, z prawem wyprowadzenia wszystkich wojsk ze stolicy. Poniatowski zgodził się wstępnie, na przerwanie walk, a odpowiedź o oddaniu Warszawy zobowiązał się dać po upływie terminu zawieszenia broni. Gdy Poniatowski wrócił, odbyła się narada z Dąbrowskim i Francuzami. Propozycja austriacka została uznana za korzystną. Wkrótce opracowano warunki oddania Warszawy Austriakom. Warszawa miała zostać oddana wojsku austriackiemu ale:

• Austriacy nie mieli prawa nałożyć na mieszkańców Warszawy kontrybycji, ani stosować wobec ludności jakichkolwiek represji.

• Wojsko polskie miało wyjść z stolicy, zabierając z sobą wszystkie zasoby wojenne, broń, amunicję, lekarstwa.

• Ranni żołnierze polscy, przebywający w szpitalach, mieli znaleźć się pod opieką sanitarną wojsk austriackich, jednocześnie nie będąc jeńcami i po wyzdrowieniu mieli mieć prawo opuścić Warszawę, i dołączyć do swych oddziałów, bez względu na to, gdzie te oddziały będą się wtedy znajdować.

• Przebywający w mieście rezydent francuski miał otrzymać swobodę poruszania się po terenach zajętych przez oddziały austriackie i możliwość wyjazdu z stolicy.

• Polacy żądali na ewakuację 48 godzin, przez ten czas Austriacy mieli zostać na pozycjach zajmowanych w momencie zawieszenia broni.

Austriacy zgodzili się na wygórowane polskie warunki i 21 kwietnia podpisano konwencję. Zostali wtedy też wymienieni jako zakładnicy wyżsi oficerowie. Mieli oni wgląd w skrupulatne przestrzeganie umowy. Do strony polskiej został przydzielony pułkownik Neipperg, a do strony austriackiej adiutant Poniatowskiego, pułkownik Szumlański. Został też podpisany jeszcze drugi układ. Dotyczył on prawobrzeżnej części stolicy. W świetnie ufortyfikowanej Pradze miał pozostać batalion wojska polskiego. Dodatkowo, żeby zapobiec zniszczeniu Warszawy obie strony zobowiązały się, że nie będą się ostrzeliwać przez Wisłę. Po nierozstrzygniętej bitwie Austriacy zajęli Warszawę, a wojsko polskie bez żadnego planu działania kierowało się na północ, prawym brzegiem Wisły, w rejon twierdz Modlina i Serocka. Skutki bitwy Książę Józef oddał nieufortyfikowaną stolicę, jednak już 26 kwietnia wojsko polskie rozpoczęło działania na prawym brzegu Wisły od rozbicia pod Grochowem przeprawionej części sił austriackich, po czym nastąpił triumfalny marsz armii Księstwa Warszawskiego do Galicji. Wojsko polskie postępowało coraz dalej, zajmując kolejno: Puławy, Lublin, Sandomierz, Zamość, Lwów, a w końcu stary Kraków. Zmusiło to Austriaków do opuszczenia Warszawy, a także Księstwa Warszawskiego, po ich klęsce w bitwie z Francuzami pod Wagram i wystąpieniu przeciw nim Rosji, utrzymującej życzliwą neutralność z Francją.

opracowano na podstawie Wikipedii


Austriacka piechota ścigała Polaków i nawet odepchnęła ich w rejon na południowy wschód od Raszyna. Sam Raszyn, broniony przez oddziały polsko-saksońskie, został zaatakowany centralnie przez jedną kolumnę austriacką, przy czym druga maszerowała na lewo od Raszyna. Nacierające masy austriackich żołnierzy sprawiały przerażające wrażenie. Jednak w tym kluczowym momencie bitwy, bagnisty teren uniemożliwił Austriakom przyciągnięcie dział na sam front i wyparcie Saksończyków z Raszyna. Artyleria miała ograniczony zasięg, przez co jej strzały były bardzo niecelne. Około 20:00 Austriakom udało się zdobyć część Raszyna. Poniatowski osobiście pomagał artylerzystom i zachęcał ich do podwójnego wysiłku, dzięki czemu Raszyn nie został wtedy całkowicie opanowany. Przez prawie godzinę Polacy ostrzeliwali austriacką piechotę w Raszynie, po czym ok. 21:00 Polska piechota kontratakowała i wypędziła Austriaków z Raszyna. Pomiędzy 21:00 i 22:00 bitwa się zakończyła, a Saksończycy zdecydowali się powrócić do swojej ojczyzny, czym bardzo rozgniewali Polaków (choć otrzymali rozkaz powrotu 4 dni wcześniej od francuskiego marszałka Bernadotte’a). W tej sytuacji około godziny 22:00, po tym jak walki ustały, Poniatowski zdecydował się wycofać i dał rozkaz odwrotu do Warszawy.



Ćwiczenia na Biskupiej Kopie












Wojsko sformowało się jednostkami i wyruszono w drogę męki, mieliśmy namiastkę przeprawy Napoleona przez Alpy.( Na przyszły rok zaprosimy twardzieli z Polski, zobaczymy czy są tacy jak piszą.) Droga 5,5 km pod górę w śniegu z karabinami przekłada się na razy 4, a szlak był żółty, są jeszcze cztery trudniejsze podejścia. Droga liczona na 50 min dla turysty w lecie zajęła 1,2 godz. infanterii. Artyleria skorzystała z okazji i wjechała podwodami na górę, łamiąc rozkaz. Jak na wojnie, w akcji też tak sobie poradzą to będzie OK, najważniejsze w wojaczce to szczęście. Na górze pierwsi zameldowali się artylerzyści, potem kawaleria i infanteria. Rozpoczęliśmy ćwiczenia, których końcem miała być przysięga.









Jednak nasze manewry zostały przerwane przez graniczny patrol oddziału 1 pułku grenadierów pułkownika van Daun z miejscowości Rejviz. Nie było ich wielu mieli ze sobą jeńca. Zaciekawiło mnie co to za jeniec postanowiliśmy ich zaatakować, mieliśmy trzykrotną przewagę.











Zdobyliśmy jeńca, który nie chciał przystąpić do legionu, ale też nie chciał gadać o austriackich liniach obrony. Podaliśmy go przesłuchaniu. Dopiero nowa markietanka ćwicząc bombardą, przekonała go do współpracy.













Ćwiczenia uważam za udane, bo ułani trenowali atak frontalny lancami, powrót na miejsce zbiórki ponowne formowanie i atak – ćwiczenia zakończyli bez strat. Artyleria ćwiczyła działoczyny, przemieszczanie na wyznaczone pozycje, rozłożenie armaty wystrzał, złożenie, przemarsz w wyznaczone miejsce atak – ćwiczenia zakończyli bez strat. Infanteria ćwiczyła formowanie, ładowanie, atak, wycofanie, formowanie ponowne– ćwiczenia zakończyli bez strat (żołnierze dostali nowe skałki i karabiny ożyły). Medali za manewry nie będzie, była za to smaczna ogniskowa kiełbasa, którą trzeba było samodzielnie upiec. Następnie zdobyliśmy schronisko gdzie dostaliśmy świetny żurek i dobre piwo do przepłukania gardła.

Kpt. Marek Szczerski

Adiutant Aleksander Czarnecki


Bitwa o Nysę 1807r.



Bitwa nie miała nowego scenariusza , wykonaliśmy wszystko tak samo jak było od czasu przeniesienia miejsca akcji na poligon. Dało się zrobić parę dobrych akcji wojskowych i parę fotografii. W tym roku mamy fotografie Agnieszki i Piotra.














Brawurowe ataki Infanterii i Artylerii Pieszej Legii Włoskiej gen. Jana Henryka Dąbrowskiego zaowocowały rozbiciem dwóch oddziałów piechoty pruskiej, aż dowódca jednego oddziału pruskiego przyszedł na skargę, że za mocno bijemy ?. Zdobycie bramy fortu również było udziałem naszej legii tym razem pomagali nam artyleria i infanteria francuska. Pod bramą wydarzył się najzabawniejszy epizod bitwy- rozwalamy bramę wpadamy do środka a dowódca Prusaków dramatycznie krzyczy „ uciekajcie armata wybuchnie – tą komendę zrozumieli wszyscy, wycofaliśmy się , ich armata zrobiła „plum”, a oni na nowo zamknęli bramę !?. Jeżeli to był fortel to gratulujemy.








Największymi twardzielami bitwy byli artylerzyści z Czech, którzy armatę ciągnęli z Czech. Co prawda mieli do pomocy konia ale widziałem ich w piątek o godz.12 na ul.Prudnickiej byli wykończeni przez upał. Po dotarciu do obozu chłopaki posnęli przy stole ze zmęczenia, a dekownicy orzekli, że to po wypiciu jednego piwa. Znam chłopaków potrafią o wiele więcej














Po bitwie wojsko spało jak niemowlaki








kpt. Marek Szczerski 123




Legia Włoska jako jedyny oddział potrafi śpiewać pieśni wojskowe, a szkoda












Obiadek skromniutki też smakował, wojacy z Niemiec jak na pożegnalnej kolacji zobaczyli mięso, to ich radość była tak wielka jak by wygrali Waterloo, a to była tylko rolada z Regulic, palce lizać.










Ćwiczenia Rejviz 2008


Nasze ulubione spotkanie wiosenne u przyjaciół z Czech. Przepiękne widoki wspaniała spokojna atmosfera leśnej osady ukrytej prze cywilizacją . Czas jakby wolniej tu płynie nie widać nigdzie pośpiechu za większymi zadaniami. W powietrzu unosi się świeży zapach trawy wymieszany z górkom powietrzem. Nasza pierwsza salwa obudziła ducha górskiego „mechowego ozirka „




Dokonaliśmy obchodu wszystkich chat i sprawdziliśmy czy w tym roku śliwowica tutejszej produkcji nie popsuła się. Mogę zapewnić, że wszystko jest jak dawniej. W Rejviz przybyła nowa gospoda „ U Polaka” , można płacić złotówkami za wszystkie miejscowe przysmaki.




Tradycyjnie nasza artyleria stanęła na wysokości zadania, ćwiczenia wypadły znakomicie.




Na zakończenie pochodu zrobiliśmy sobie foto aby upamiętnić udane ćwiczenia musztry . Po posiłku na który tradycyjnie Rejvizka Garda przygotowała gulasz wojskowy, palce lizać.




Za rok znowu przyjedziemy w gościnne strony.

Marek Szczerski