Po podpisaniu pokoju w Hubertsburgu w roku 1763 Twierdza Kłodzko powróciła ona w ręce Prus i pod kierunkiem twórcy twierdzy srebrno-górskiej płk. Ludwika von Raegelera, przyszłego komendanta, przystąpiono do nadania podstawowym jej elementom nowego, ostatecznego kształtu. Całkowicie rozebrano anachroniczny średniowieczny zamek, którego miejsce zajął Śródszaniec-Donżon, budowla kleszczowa otaczająca wieloboczny dziedziniec, zaopatrzona w nasyp ziemny i cylindryczną wieżę obserwacyjną, otoczona łańcuchem bastionów i trzypoziomowymi kazamatami. Stał się on centrum całej twierdzy, jej najwyższym elementem i punktem ostatniego oporu. Na miejscu zburzonego zamku dolnego wzniesiono słoniczoło przedzamcza, bastion Widok oraz bastion Wysoki - osłaniające Donżon od strony południowej. Około 1780 roku wybudowano gwiaździsty, siedmioramienny płaszcz wokół Korony Niskiej fortu Owcza Góra - płaszcz ten, podobnie jak w Twierdzy Głównej, umocniony został poprzez skarpowe kaponiery w kątach kleszczy. Wykonano również sieć skomplikowanych chodników, korytarzy, piwnic, kazamat i innych pomieszczeń, w tym drogi ewakuacyjne, z których można było skorzystać w razie zagrożenia. Późniejsze projekty przebudowy realizowano tylko częściowo i nie miały one już większego wpływu na ostateczny kształt budowli.




Wspomnienia Legionisty
Bitwa o Twierdzę Kłodzko 2006


Kampania pruska zwana, czwartą koalicją rozpoczęła się jesienią 1806r. Prusy wzmocnione sojuszem z Anglią i Rosją podpisanym 06.10.1806 r. były pewne, że same potrafią zniszczyć Napoleona . Nie czekały na połączenie z siłami Rosji i rozpoczęli działania wojenne. Jednak już w październiku i listopadzie 1806 r. doszło do szeregu klęsk armii pruskiej. A po przegranych pod Jeną i Auerstedt armia ich praktycznie została rozbita. W lutym Napoleon zwyciężył pod Pruską Iławą. Te wszystkie wieści były dla Polaków wyruszających na Śląsk z Włoch, tak długo oczekiwane, że aż nie byliśmy pewni czy, rzeczywiście tak jest w istocie. Przecież tyle było rozczarowań, tyle razy legia nasza była rozbita i tylko dzięki Dąbrowskiemu odradzała się na nowo. Dzięki jego pewności , którą nam przekazał, skąd wiedział że losy Europy tak się potoczą? Byłem przy Dąbrowskim od 1797 r. Śmiała idea Polaków patriotów by wywalczyć wolność Polski, na obczyźnie. Z każdym dniem stawała się coraz bardziej realna. Była to zupełnie inna wojna jak we Włoszech. Skala działań i ilości wojska była nie porównywalnie większa. Byliśmy już po zdobyciu Twierdzy Nysa która się poddała z powodu słabego zaopatrzenia i tylko połowy załogi, reszta dobrego wojska była w polu przy głównych siłach. Tak naprawdę chodziło o to , że wybudowaliśmy paralele z których mogliśmy przystąpić do ostatecznego ostrzału artyleryjskiego i zamienić miasto w kupę gruzu.




Mieliśmy już doświadczenie jak zdobywać twierdze. Mieliśmy nową strategię Napoleona geniusza z pod Tulonu , który opracował najbardziej skuteczną strategię zdobywania twierdz. Pierwszym elementem było odciąć obleganą twierdzę, aby nie mogła się komunikować z resztą armii i przede wszystkim zablokować dostawy żywności i broni. Następnie należało kopać transzeję do fortyfikacji na odległość kilkuset metrów od murów obronnych. Potem trzeba było kopać drugą transzeję połączoną rowem łącznikowym z pierwszą. Takie rowy umożliwiały na względnie bezpieczne zbliżenie się do fortyfikacji tak, aby można było przystąpić do bezpośredniego szturmu na mury. Tam gdzie docierały paralele można było sypać szańce dla artylerii. Następnie ściągano całą dostępną artylerię, przeważnie stosowano armaty burzące, dużych kalibrów 24 i 50 funtowe moździerze. Po takim przygotowaniu przystępowano do realizacji nowej strategii oblężniczej wymyślonej przez geniusza wojny, zwanej „koncentracją ognia” całej artylerii w jedno miejsce, z reguły wybierano najsłabszy punkt obrony fortyfikacji.

To właśnie ten pomysł z Tulonu dał mu szlify generalskie. Powszechnie było przyjęte, że twierdza miała wyliczony czas obrony, który uwzględniał przybycie pomocy z zewnątrz. Było wówczas w zwyczaju, że po spełnieniu tego warunku dowódca twierdzy mógł honorowo się poddać, czym chronił bronione miasto przed gwałtem i rabunkiem, który następował, jeżeli obrońcy decydowali się na walkę do ostatka. W czasie, kiedy saperzy przy pomocy kopaczy i ludności cywilnej budowali szańce do frontalnego ataku, my prowadziliśmy działania zwiadowcze. Naszym zadaniem było ustalenie liczby załogi i jakie są urządzenia forteczne i jak są bronione. W dniu 20.06.1807 r wybraliśmy się na ostatnią wycieczkę przed atakiem bo szańce były już usypane i ściągano ostatnie działony artylerii. Po północy zakradliśmy się naszą wypróbowaną trasą przez bastion Żurawia, suchą fosą przeszliśmy jakiś 50 metrów i następnie wspięliśmy się na następny bastion obsadzony artylerią i grenadierami w sile ok. 150 żołnierzy. Było to nasze wypróbowane miejsce obserwacji. Zabrałem ze sobą Maciejkę, który był werblistą i lubił wyprawy zwiadowcze , można było na nim polegać, a poza tym znał świetnie język niemiecki. Usadowiliśmy się w wysokiej trawie i czekaliśmy na świt, aby obserwować, co robią i mówią Prusacy. Trafiliśmy na egzekucję szpiega, może nie byłoby nic specjalnego, gdyby nie była to egzekucja szpiega którego oskarżono o udział w bitwie o Pułtusk po stronie Francuzów !

Odczytali wyrok. Na początek dostał karę chłosty na armacie i potem rozstrzelanie.




Czy to wszystko jest możliwe, czy los może płatać takie niespodzianki, powrót do kraju, co jeszcze się jeszcze wydarzy w 1807r ? Byłem oszołomiony. Czy to prawda czy może wiedzą o naszym punkcie obserwacyjnym ! Nie zgłosiłem dowódcy o całym zajściu, bo by pewnie powiedzieli, że nigdzie nie byliśmy tylko piliśmy za obozem i opowiadamy bajki. Podobną historię opowiedział mi Józef Grabowski który przy Napoleonie spędził parę lat. Był z rosyjskiej strony szpieg nazywał się bodajże Bogusławski, on również bywał po obu stronach frontu, potem się kazało, że nie był bohaterem polskim tylko podwójnym szpiegiem rosyjskim.

Bitwa rozpoczęła się od ostrzału artyleryjskiego, nasze armaty siały spustoszenie. Wyszła nasza piechota szli szykiem może 100 m i Prusacy wysłali przeciw nam, swoich grenadierów. My w tym czasie podciągnęliśmy armaty do ognia na wprost i ładowaliśmy armaty szrapnelami. Nasi wyszli im naprzeciw.




Mobilizacja następowała powoli. Trzeba przyznać, że nowy pobór to urodziwe wojsko, ciekawe czy równie waleczne. Piechota pruska pojawiła się nie wiadomo skąd i po pierwszej salwie szrapnelami naszej artylerii zniknęli nie wiadomo gdzie. Twierdza Kłodzko była bardzo mocną twierdzą, posiadała głębokie suche fosy, które były nie do przebycia z marszu. Tajemne przejścia i korytarze, kiedy przeciwnik pojawiał się, to zawsze z najbardziej nie oczekiwanej strony. Podejrzewaliśmy, że mogą mieć tunel pod miastem, bo hr. Von Gótzen dowódca Twierdzy Kłodzko często robił wycieczki na nasze tabory, poza naszą linią ścisłej obrony. Myśleliśmy, że to jakieś małe oddziały pruskie błąkają się po okolicznych górach. Dopiero po zdobyciu twierdzy odkryliśmy, co to było. Ale dokończę po bitwie.

Doszliśmy w miejsce gdzie na górce stała artyleria i piechota pruska, a tam nie ma nikogo jak by się zapadli pod ziemię. Przywołałem Maciejkę zagrał za zbiórkę, zebrał się działon Sławka, reszta wojska jak zamurowani patrzyli gdzie ci Prusacy się podziali i nie słyszeli werbla. Zwiady przed bitwą pomogły trochę, znałem suche fosy tego fortu. Ruszyliśmy sami, bo nie ma co czekać, jak wróg się cofa, to trzeba atakować, zanim przygotują następną zasadzkę, wysłałem do piechoty informację że udajemy się w kierunku ustalonym przez nasz sztab, bez osłony. Jest taka zasada, że ten który pierwszy wpada do twierdzy zawsze ma jakąś nagrodę, jeszcze nie ogołocony sklep, czy gospodę, potem jak zjawią się dowódcy i wtedy grozi kara za szabrowanie. Maszerujemy fosą i w pewnym momencie trafiliśmy na zwiad lub obserwatorów pruskich, a że byli to młodzi chłopcy nie mieliśmy z nimi kłopotu, dostali płazem po tyłkach i wypuściliśmy ich. Był to sygnał, że wojska pruskie są w pobliżu i rzeczywiście. Za kamiennym narożnikiem bastionu stali wszyscy Prusacy i o dziwo jak by było ich więcej. Zatrzymałem baterię załadowaliśmy kartaczami do ognia na wprost. Planowałem, że wyskoczymy zza kamiennej osłony oddamy strzał i biegiem wyskoczymy na wprost wojsk Pruskich, ale będziemy osłonięci murem suchej fosy przed pruską artylerią. Pomysł był dobry, jeżeli rzeczywiście nasi idą za nami w odległości 10 minut. Tak zrobiliśmy, po pierwszym wystrzale paru prusaków padło, dobiegliśmy pod przeciw legły mur. A przed nami płaski teren żadnej osłony przed karabinami grenadierów, załadowaliśmy raz, drugi, trzeci, a naszych nie ma. K…wa mówię dalej patrzą w dziurę, gdzie zniknęli prusacy, zamiast ruszyć tyłki do fosy, tak jak dostali rozkazy i nam pomóc. Całe szczęście że grenadierzy pruscy nie kwapili się do ataku. Pewnie myśleli, że chcemy ich ściągnąć na naszą baterię, a z boku dostaną uderzenie od naszej piechoty. Zostały nam już tylko dwa ładunki i po nas, ale w końcu, pokazali się nasi zwiadowcy i czujnie maszerują, a ja macham do nich, pokazuję że teren wolny, a gdzie tam oni też myślą, że to zasadzka , na nich. Co za czasy nikt nikomu nie daje wiary. My wystrzeliliśmy ostatnie dwa ładunki i dotarła do nas reszta artylerii wszyscy byli już bez amunicji wtedy wydałem rozkaz baterii Bum Bum, dezertera z Austryjackiej armii, który jako jedyny posiadał jeszcze amunicję, aby rozbił bramę forteczną. Spisał się bardzo dobrze, bo jedną salwą rozwalił bramę twierdzy - droga była wolna.

Zamiast w gospodzie z barmanką na zapleczu, wylądowałem w lazarecie z poparzeniami, na całe dwa tygodnie. Może i dobrze, bo działon zamiast pochwały dostał roboty obozowe poza kolejnością. Na kwaterę dostaliśmy pruski obóz ten obok bastionu „Żuraw” gdzie chodziliśmy na zwiad.




Po wyjściu z lazaretu dowiedziałem się, że bitwa w Kłodzku nie była krwawa, bo dowódcy pruscy mieli informację o zbliżającym się podpisaniu pokoju w Tylży. Cała sprawa wyszła jak po zdobyciu Kłodzka, nasi oficerowie wydali rozkaz wybicia wszystkich gołębi na ucztę. Gołębnikiem zawiadywał Ślązak mówiący po polsku, okazało się, że całe Prusy posiadają pocztę fruwającą. I tak przez przypadek nasi dzielni oficerowie przerwali pruską łączność z Kłodzka. Działało to tak, w gołębniku Kłodzka były ptaki między innymi z Twierdzy Nysa, a w Nysie ptaki z Koźla. Wiadomość zwykłą wysyłano wypuszczając trzy gołębie, a jeżeli wiadomość była bardzo ważna to pięć ptaków, te ptaki trafiały do celu, bo pochodziły z Nysy lub innego miasta gdzie wysyłano pocztę.